Słów kilka o ebookach
Różnego rodzaju małe wywiady, czyli szybkie, krótkie pytania i takie odpowiedzi, wbrew pozorom mogą przynieść ciekawą treść. Serwis eKsiążki postanowił przepytać wydawców na temat ebooków.
W grudniu ruszył program eClicto. Na Polconie miałem okazję zapoznać się z ich czytnikiem, była to jakaś wczesna wersja. Wyglądało to całkiem zgrabnie. Nie wiem jak się ich produkt sprawuje podczas czytania, nie miałem jeszcze okazji tego sprawdzić. Nie ma co ukrywać, że do książek elektronicznych nie jestem pozytywnie nastawiony. W tym wypadku, wolę wersję papierową. Ale wracam do tematu, o wyższości tradycyjnej książki kiedyś się jeszcze rozpiszę.
To co zwróciło moją uwagę w wywiadzie z wydawnictwem MAG, to jedno zdanie wygłoszone przez Katarzynę Rodek.
Poza tym jesteśmy przeciwnikiem tańszych cen ebookow w stosunku do wydań tradycyjnych.
Przyznam się, że na początku mocno mnie to zelektryzowało. Oczywiście rozumiem powody, przynajmniej część, ale wydaje mi się, że to prosta droga do przeniesienia złych nawyków z tradycyjnego rynku. Obecnie wygląda to tak: wydawca -> dystrybutor -> sprzedawca. Jak wiadomo, około 50% ceny okładkowej wraca do wydawcy, resztą dzielą się pozostali. Sieć pozwala pominąć dystrybutora, trudno mi powiedzieć ile procent bierze, załóżmy, że od 10-20%. Oczywiście odchodzą koszty druku (wszystko co związane z wydrukowaniem książki się wiąże) czyli około 10-15% procent*. Prosta matematyka, ebook może być tańszy od 20% do 35%. Oczywiście to tylko takie moje wyliczenia, ale wydają mi się realne.
Co innego, że według mnie MAG robi błąd, próbując przenieść prawa rządzące rynkiem tradycyjnym do sieci. Łatwo zrozumieć chęć osiągnięcia większych zysków, ale może to doprowadzić do stworzenia równie chorego systemu. Znając życie, z czasem powstanie więcej takich projektów jak eClicto, będzie więcej czytników i miejsce gdzie będzie można je kupić. Już teraz mamy Onyxa Boox 60, Kindle, Endles Ideas Bebook, iRex, Bookeen Cybook Opus, Cool-ER . Apple chce też wejść na ten rynek z swoim iPadem, ale to nie jest e-czytnik. Prędzej czy później, ktoś wpadnie na pomysł, że trzeba tutaj pomóc wydawcom dotrzeć do jak największej grupy sprzedawców, czyli wrócimy do schematu wydawca -> dystrybutor -> sprzedawca. O ile jeszcze ma to sens w realu, to w sieci nie bardzo. Dlatego zamiast próbować przenieść zasady działania rynku do sieci, może lepiej pomyśleć jak to od nowa ułożyć? Taką szanse dają właśnie książki elektroniczne.
Nie rozumiem też pewnej obawy przed ebookami. Ich nie trzeba drukować, więc nie ma powodu do obaw, że źle oszacowało się nakład. Książka jest cały czas dostępna, jest dostępna także od razu, nie trzeba się martwić o to czy wszystkie Empiki mają już ją w swojej ofercie. W obecnej sytuacji, to szansa na dodatkową sprzedaż, bez większego ryzyka wpadki finansowej. To szansa wyrobienia sobie marki w sieci i przyzwyczajenia klientów do tego, że i w takie formie są nasze książki. Teraz jest to margines, bez większego znaczenia ale wydaje mi się, że w lepszej sytuacji będzie ten, kto siedzi w tym od samego początku.
* Takie dane podaje AM na forum Maga.
