Jako, że ostatnio nie mogłem się dogadać z wordpressem i gdzieś przepadły cztery przygotowywane dłuższe wpisy, postanowiłem się obrazić i zmienić adres, idę do konkurencji czyli tu:
http://bistrocalifornium.blogspot.com/
Czyli majowe zakupy, podejrzane u Shadowa, wykorzystane na BC.
Przyznam się, że nie planowałem w maju większych zakupów książkowych. Miało się skończyć na trzech pierwszych pozycjach z listy poniżej, ale popełniłem błąd i wybrałem się na Warszawskie Targi (Kiermasz) Książki. Na targach wiało nudą, myślałem, że spróbują czymś się odróżnić od MTK ale tak nie było. Więc aby poprawić sobie humor, zajrzałem na Chmielą do Dedalusa. Pod koniec miesiąca przyszli do mnie też „Upadli” Kate Lauren. W ten sposób zakończyłem miesiąc na dwunastu nowych pozycjach na półkach. To dobry, przyzwoity wynik. A na czerwic już sobie nie będę obiecywał, że ograniczę zakupy. Przecież i tak wiem, że mi się nie uda. Czytaj dalej…
Jak zapewne część z was pamięta obiecałem trochę zdjęć ze spotkania z Fordem w CSW. Zdjęcia są, nawet relacja pojawiła się na Katedrze ale tutaj zapomniałem ich wrzucić, co teraz nadrobię. Bo jak to mawiają lepiej późno niż wcale.
Niestety kończy przygodę z pisaniem, a nie „Księgę Całości”. Liczące sobie już 25 lat uniwersum Szereru, to jedno z ciekawszych miejsc stworzonych przez polskich pisarzy. Po raz pierwszy można było je zwiedzić w 1985 roku, za sprawą opowiadania „Prawo Sępów”. Od tego czsau pojawiło się siedem kolejnych książek, między innymi „Północna granica”, „Grombelardzka legenda” (zawiera w sobie „Prawo sępów”) czy „Porzucone królestwo”. My, czytelnicy, czekaliśmy na „Jeźdźców Równin”, możliwe, że ostatni tom cyklu. Teraz już się nie doczekamy. Jak można przeczytać na stronie Maga w serwisie Facebook: Czytaj dalej…
Dziś trochę prywaty i reklamy, za którą nikt mi nie płaci.
Zaczniemy od reklamy czyli już jutro (25 lutego) odbędzie się spotkanie z Jeffreyem Fordem, autorem „Well-Built City Trilogy” („Fizjonomika”, „W labiryncie pamięci”, „Rubieże”). Spotkanie zorganizowane zostało z okazji premiery pierwszego numeru polskiej edycji „Fantasy & Science Fiction”. Następnego dnia Ford wraz z redakcją F&SF zagości w Krakowie. W piątek zapewne będę mógł więcej napisać o spotkaniu w CSW, będą też zdjęcia.
W tej chwili bardziej zajmuje mnie samo czasopismo. Pisałem już o nim na „pierwszym” blogu ale od tego czasu spis treści się mocno zmienił, a i nowych informacji przybyło. F&SF to kwartalnik, który będzie można, na początku, nabyć za cenę 14,99 zł. Raz do roku (możliwe, że na jesieni) pojawi się numer specjalny, ale co będzie zawierał, to się okaże.
Co w takim razie w środku? Opowiadania takich tuz jak Ursula K. Le Guin („Zbiorowe sny Frynian”), Jeffrey Ford („Nocna whiskey”) i Orson Scott Card („Medium”). Stawkę uzupełnią Terry Bisson, David Moles i Laurel Winter. Będą wywiady z Stephensonem i Fordem. Publicystyka także prezentuje się okazale. Będzie można przeczytać teksty Łukasza Orbitowskiego, Jeffa VanderMeera, Paula Di Filippo i Johna Crowleya. Oprócz tego recenzje, omówienia i artykuły. Czytaj dalej…
Eruana mnie wciągnęła, to odpowiadam.
1. Książki jakich autorów kupujesz bez zastanowienia? Wymień co najmniej trzech.
Na pewno takim autorem jest Neal Stephenson, mój osobisty literacki bóg. M. John Harrison, który także trafił właśnie do panteonu literackiego, „Światło” utwierdziło mnie w przekonaniu, że ten człowiek to Artysta (przez DUŻE A) i Pisarz wyśmienity (przez DUŻE P), to numer dwa. Trzecim pisarzem będzie Haruki Murakami, nie tylko dlatego, że literatura japońska mnie niezwykle interesuje, ale za te subtelne wplątywanie fantastycznych elementów do swoich powieści.
2. Czy cierpisz na „obsesję” gromadzenia książek – tzn. kupujesz książki, chociaż wiesz, że przeczytasz je dopiero za jakiś czas, bo już na półce czekają na Ciebie inne?
Nie cierpię, znaczy tak gromadzę książki ale nie powiedziałbym, żebym cierpiał z tego powodu. Jest wręcz przeciwnie, każdy nowy nabytek niezmiernie mnie cieszy. Co najwyżej cierpi mój portfel i brak wolnego miejsca na półkach. A, że mam ogromną listę zaległości? Who cares?
3. Czy zdarza Ci się, z perspektywy czasu (np. kilku miesięcy czy nawet lat), o jakiejś książce pomyśleć inaczej niż kiedy oceniałeś ją tuż po, lub wkrótce po przeczytaniu?
Zdarza, bo jak to mawiają, tylko krowa nie zmienia poglądów. Głównie dotyczy to książek przeczytanych kilka lat temu, gusta powoli, ale się zmieniają, odkrywa się nowe lądy, i to co kiedyś uważało się za odkrywcze, nagle staje się wtórne. Poza tym każda wyśmienita pozycja powoduje, że muszę zrewidować swoją opinie o wcześniej przeczytanych. Zdarza mi się też docenić jakaś powieść, która na początku wydawała mi się nijaka, albo przeciętna.
Ale lenistwo bierze górę, więc nowych pytań nie wymyślam, ani nie wyznaczam kolejnych skazańców.
Różnego rodzaju małe wywiady, czyli szybkie, krótkie pytania i takie odpowiedzi, wbrew pozorom mogą przynieść ciekawą treść. Serwis eKsiążki postanowił przepytać wydawców na temat ebooków.
W grudniu ruszył program eClicto. Na Polconie miałem okazję zapoznać się z ich czytnikiem, była to jakaś wczesna wersja. Wyglądało to całkiem zgrabnie. Nie wiem jak się ich produkt sprawuje podczas czytania, nie miałem jeszcze okazji tego sprawdzić. Nie ma co ukrywać, że do książek elektronicznych nie jestem pozytywnie nastawiony. W tym wypadku, wolę wersję papierową. Ale wracam do tematu, o wyższości tradycyjnej książki kiedyś się jeszcze rozpiszę.
Mógłbym napisać, że to reaktywacja.
Pod koniec zeszłego roku wpadł mi do głowy pomysł na nowego bloga. Nie udało się, nie potrafię jednak pisać krótkich notek o książkach. To nie dla mnie, te 200 słów to za mało. Zostawiam takie teksty redakcji Nowej Fantastyki, choć oni nazywają to recenzjami. Naprawdę nie wiem dlaczego.
Pewnie znów będzie głównie o literaturze, ale mam nadzieje, że tym razem uda mi się pisać o niej trochę inaczej. Nie będzie bardziej subiektywnie, ale bardziej osobiście. Garść naiwnych przemyśleń przeplecionych z różnymi spostrzeżeniami na temat książek. Będzie też o innych sprawach, pewnie czasem coś o polityce. Choć trzymam się na uboczu, staram się unikać wszelkich informacji, to nie zawsze się da. A że z biegiem lat nasi politycy, wydaja się uwsteczniać, to człowieka może czasem szlag trafić.
A jak to będzie naprawdę wyjdzie w praniu.
PS. Dlaczego nazwałem bloga Bistro Californium? Z sentymentu dla tego, czym było to miejsce w świecie Viriconium M. Johna Harrisona.
